Bastarda & João de Sousa – Fado

João de Sousa - guitar, vocal,
Paweł Szamburski - clarinet,
Tomasz Pokrzywiński - cello,
Michał Górczyński - contrabass clarinet.

Oprócz przepięknego wokalu i gry na gitarze Portugalczyka João de Sousa - jest tu sporo niesamowitych, cichych popisów instrumentalnych zespołu, dających nowe przestrzenie w słuchaniu, jeśli używa się dobrego sprzętu audio. Wszystko tu jest poezją...

Przy okazji prezentuję archiwalną recenzję filmu Carlosa Saury, napisaną przez mojego Gościa i Przyjaciela, Włodzimierza Szpaka:

* * *

F A D O S
Carlos Saura, znakomity reżyser hiszpański, twórca pamiętnego
obrazu „Nakarmić kruki” (piosenka z tego filmu do dziś jest
nadawana w różnych komercyjnych stacjach radiowych), znów gości
na naszych ekranach. Jego„Fados” jest ostatnim ogniwem filmowej
trylogii muzycznej, którą wielki Hiszpan zaczął w latach 90-tych
ubiegłego wieku.
Flamenco, tango i fado, trzy tradycje muzyczne i trzy narody:
hiszpański, argentyński, portugalski. Tradycje muzyczne, w których
wyraża się najlepiej duch tych narodów.
Fado sięga swoimi korzeniami początków XIX wieku. Urodziło
się na przedmieściach Lizbony w środowisku plebejskim silnie
nasyconym przybyszami z Afryki i Ameryki Południowej (z
ówczesnych kolonii portugalskich). Dlatego trudno tu mówić o
jakimś wspólnym źródle muzycznym (jak w przypadku blues’a, który
powstał w Ameryce, ale źródła ma afrykańskie). Ta mieniąca się
licznymi odcieniami muzyka, ma jednak bardzo specyficzny
charakter. Wspólny jest jej rzewno-tęskny ton i wykonanie (zwykle
dwie gitary- klasyczna i portugalska -oraz wokal).
Smutne pieśni fado opowiadają o ludzkim losie: o utracie,
porzuceniu, przemijaniu, tęsknocie, rywalizacji o względy ukochanej
osoby, o „zdarzeniach” uczuciowych, których pochodzenia nie znamy,
a także o samym fado jako pewnej filozofii życia i sposobie jego
wyrażania.
Tradycja fado żyje nie tylko w filmie Carlosa Saury. Wystarczy
wybrać się do Lizbony (przy obecnym kursie euro nie jest to podróż
szczególnie kosztowna), zapuścić się w którąś z jej starych dzielnic,
aby się o tym przekonać. Tak zrobił niegdyś Wim Wenders, kręcąc
film o tym pięknym mieście („Lisbon story”). Saura idąc tropem
swych poprzednich muzycznych filmów, rozegrał wszystko (prócz
jednej sekwencji) w studiu w Madrycie. Rezultat niestety
rozczarowuje i to mocno! Nie wiem, czy sędziwy hiszpański reżyser
stracił wenę twórczą, czy mu się już nie chce, ale jego ostatnią część
trylogii trudno nawet nazwać filmem. To nie najlepiej sfotografowana
i kiepsko zmontowana (z paroma wyjątkami) składanka muzyczna,
seria niepowiązanych ze sobą w żaden sposób, prócz przynależności
do określonej tradycji, utworów instrumentalno-wokalnych

wzbogaconych tańcem. Wcześniej było jednak lepiej, np. we
„Flamenco” reżyser bardzo udatnie powiązał wątek osobisty
bohaterów z ich działaniem w sferze sztuki (taniec).
Film „Fados” nie posiada żadnego spoiwa (nawet plastycznie jest
niespójny), pozbawiony fabuły nie układa się w żadną opowieść
(kolejność prezentowanych utworów można dowolnie zmieniać),
przypomina nasze produkcje telewizyjne sprzed 30 lat (widowiska
wyreżyserowane przez Rzeszewskiego były jednak na wyższym
poziomie!).
A mimo to „Fados” Saury warto obejrzeć, czy raczej w y s ł u c h a ć !

Ta muzyka zostaje głęboko w nas i wraca jak skarga
skrzywdzonego dziecka. Właśnie słyszę ją, pisząc te słowa…

lis 21, 2021 by