Copyrighting

Jest to temat, który od jakiegoś czasu zwraca moją uwagę a ostatnio nawet włączyłem się w dyskusję (na blogu www.miasik.net) dotyczącą artykułu 'Artyści powinni być wynagradzani za swą pracę' Niny Paley, aktywistki Free Culture, piszącej często o prawie autorskim a który to (przetłumaczony) tekst zacytował autor bloga ('infoanarchista' - jak sam o sobie pisze...). Mój komentarz - ściśle biorąc - dotyczył nie samego artykułu a innego komentarza i trakcie pisania rozwinął się w nieco szerszy tekst, który tu chętnie zacytuję - ponieważ i tak przymierzałem się do napisania czegoś większego na temat swoich przemyśleń o mocno wg mnie przestarzałych prawach autorskich, które we współczesnej epoce (internetu) powinny znaczyć coś zupełnie innego niż dawniej.

Słusznie – jak myślę – ‘ed’ przyznaje, iż nie zrozumiał przesłania tego artykułu… I niesłusznie ‘dokłada’ Autorce najłatwiejszym do użycia epitetem o ’socjalistycznych poglądach’. Sedna sprawy dotykają te dwa zdania: “Najlepszy sposobem, aby sztuka ‘konkurowała’ na ‘wolnym rynku’ jest swobodny jej przepływ. Internet sprawia, że artysta może bardzo łatwo przedstawić swoje prace publiczności.”
W większości zapalczywych dyskusji ‘za i przeciw copyrightowi’ zapomina się o fakcie zdominowania naszego życia przez internet. Czy chcemy, czy nie – globalna sieć zmienia wszystko. Radykalnie, skutecznie, choć czasem powoli. Zniknie tradycyjna papierowa prasa wraz z wejściem w dorosłość nowego pokolenia (którego już nie rajcuje zapach farby drukarskiej i szelest gazety przy śniadaniu :) . Anachroniczne już płyty CD i odtwarzacze do nich przestaną wkrótce być potrzebne, skoro mogą być zastąpione plikami mp3 – przy czym owczy pęd do pobierania darmo z Sieci owych “95% Sztuki która jest do kitu” szybko minie. Nie trzeba robić rabanu… ludzie będą płacić – ale za naprawdę dobrą muzykę i to za pojedyńcze utwory a nie ‘zestawy’ z jednym hitem…
Owi pożal się Boże ‘artyści’ (jak oni łatwo nazywają siebie artystami!) powinni tylko dziękować losowi, że ktoś ściąga tę ich muzykę, że za darmo mają odfajkowaną reklamę. I przecież tę ich nieproporcjonalnie wysoką pozycję w społeczeństwie uzyskują jedynie dzięki tym ‘masowym’ odbiorcom.
Z czasem wszystko się unormuje, a tzw. wybitni artyści i tak sobie poradzą, znajdą sposób na zarobienie przyzwoitej kasy – bo ów internet im sprzyja, mimo wszystko. Piszę ‘tak zwani’, bo tak naprawdę to nieuprawnione, nie uzasadnione niczym jest wynoszenie pod niebiosa ‘twórców sztuki masowej’ i nazywanie ich wybitnymi artystami, przy jednoczesnym kompletnym niedocenianiu przez społeczeństwo i władze prawdziwych artystów – którzy nigdy nie znajdą masowego odbiorcy a i tak przejdą do historii (zresztą często żyjąc w niedostatku; tak bywało i tak bywa). I nikt nie mówi w tych dyskusjach np. o tym, ile geniuszu i pracy muszą włożyć naukowcy i wynalazcy w stworzone przez siebie projekty, i jak trudno ochronić ich prawa autorskie… bo przecież muszą płacić za ochronę patentową grube pieniądze a i tak wystarczy zmienić bodajże 15% aby ominąć patent.
Apeluję do obrońców copyrightu o umiarkowanie. No i o próbę zrozumienia, że jest czas intensywnych – i miejmy nadzieję, że pozytywnych – przemian.


Nie na tym jednak chcę zakończyć ten post; polecam bardzo lekturę wspomnianego wyżej artykułu Niny Paley - bardzo interesującego a przy tym świetnie przetłumaczonego. Link wyżej, po lewej stronie.
Wrz 16, 2009 by