Dzieci niewoli COVID-19

[Nowy felieton sir Juliana Rose*]

Najbardziej mrożącym krew w żyłach ze wszystkich przygnębiających widoków, jakich byłem świadkiem w tym szalonym procesie więzienia ludzi w domach z powodu COVID-19, głupiego dystansowania społecznego i szaleństwa ”maseczkowania się”,  jest widok dzieci poumieszczanych w specjalnie obrysowanych kredą strefach w salach szkolnych i na placach zabaw.

Istnieje wiele czynników, które w przypadku COVID-19 świadczą o próbach wprowadzania programu wrogiego życiu. Po pierwsze, wiele faktów jest ukrywanych i/lub fałszowanych. Po drugie, stosuje się strach jako dominujące narzędzie represji, aby zmusić ludzi do posłuszeństwa.

To może wydawać się dość brutalną oceną COVID-19, ale nie da się przejść do omówienia sposobu, w jaki dzieci stały się ofiarami tego koszmarnego programu, nie ujawniając najpierw głównego planu COVID-19 i jego manipulacyjnej bezczelności. 

Podczas gdy sytuacja powoli się zmienia, podstawowa psychologia „posłuszeństwa wobec zasad” pozostaje bez zmian. 

Kiedy wiele szkół i przedszkoli podjęło próbę zastosowania zaleceń “dystansowania społecznego” wobec małych dzieci w wieku szkolnym, to posłuszeństwo osiągnęło nowe dno. Wyznaczane są kredą dwumetrowe kręgi lub kwadraty na podłogach klas lub na placach zabaw. Dzieci otrzymują nakaz pozostawania w nich. 

Małym dzieciom każe się siedzieć lub stać samotnie w takiej jednoosobowej strefie wykluczenia i psychologicznym więzieniu. Dzieciom, które, jak mówią doradcy medyczni, nie są nawet narażone na zarażenie się CV-19.  A jednak – tak właśnie siedzą ze smutnymi minami, kiedy politycznie poprawnie ubrany w maseczkę nauczyciel udziela im codziennych instrukcji szkolnych. Rozpacz na twarzach tych dzieci głęboko wyraża poczucie koszmarności całej tej operacji. Dziecko natychmiast rozpoznaje kłamstwo i uruchamia reakcje, które są odpowiednie. 

W jakich ekstremalnych warunkach takie rozporządzenie można uznać za wspierające zdrowie i dobro dzieci? Nie przychodzi mi na myśl żadna, nawet potencjalnie poważna sytuacja, w której niewinni młodzi chłopcy i dziewczęta powinni być traktowani z tak obrzydliwą pogardą dla człowieczeństwa. Postępowanie w taki sposób, nawet kiedy nie ma adekwatnego powodu do podjęcia takiego kroku, jest naprawdę szokujące i powinno być uznane za działanie przestępcze. 

Na początku dnia szkolnego rodzice muszą „dostarczyć” swoje dziecko przez bramę szkoły lub drzwi, zachowując odległość od nauczyciela; nie wolno dotykać dziecka. Takie są odgórne instrukcje niektórych zboczonych „przywódców” Światowej Organizacji Zdrowia, ślepo powtarzane kolejno przez urzędników państwowych, nauczycieli i rodziców. Jest to „przygotowanie sanitarne” do życia w sterylnych „inteligentnych miastach”, które są już tuż za rogiem, jeżeli ci sami ludzie zachowają kontrolę nad codziennym funkcjonowaniem tego świata. ”

Zdalne nauczanie”, e-edukacja, jest drugim koszmarnym scenariuszem Covida, który został nałożony na dzieci w wieku szkolnym i ich rodziców. Trzymanie dzieci przed komputerami przez długie godziny nigdy nie jest zalecane z oczywistych względów zdrowotnych. Ale właśnie to jest aranżowane w ramach tzw. “edukacji zdalnej”, w której rodzice dostają instrukcje, jak przejmować rolę „nauczyciela w domu” i są zmuszeni do bycia współsprawcami. 

Narzędziami w tym zabiegu są przygotowane do tego celu, wyznaczone programy komputerowe, które zasadniczo są środkami stereotypowej kontroli umysłu. Aby zdrowo dorastać, dziecko potrzebuje przyjemnej interakcji z innymi dziećmi, nie – siedzenia samotnie przed migoczącym ekranem, z głową naładowaną państwowymi programami nauczania. 

Co za szokująco bezduszny sposób prowadzenia procesu uczenia się! 

 Technologia daje iluzję, że zapewnia środki do osiągnięcia celu, i często wiąże się z uzyskiwaniem „wolności”. Mówiąc precyzyjniej, angażowanie coraz większej ilości technologii jest drogą do niewolnictwa. Technologia więzi użytkowników w uzależnieniu od świata wirtualnej rzeczywistości, podczas gdy rzeczywisty świat jest ignorowany lub określany jako nudny. Gwarantowany przepis na upośledzenie stabilności psychiki. 

Co tu właściwie się dzieje? 

Wszystko zaczyna się od samego systemu edukacji. Czasownik „kształcić” pochodzi z łacińskiego „e-ducare”, znaczącego „wyprowadzać z”. „Wyprowadzanie z” bardzo różni się od „popychania ku”, czyli formatu narzuconego w ramach formalnego systemu edukacji, którego ambicją jest wypranie uczniom mózgów tak, żeby dosłownie przyjmowali ogromną ilość faktów na temat wszystkiego, co zostało uznane za konieczne, żeby dostać dobrą pracę i zarabiać pieniądze. Zestawmy to z ideą “wyprowadzania z”. Potencjał twórczy istnieje we wszystkich dzieciach – potężny. Prawdziwą rolą nauczyciela jest wydobywanie tego potencjału na wierzch i otwieranie w ten sposób geniuszu, który leży najgłębiej w niewinnych sercach i umysłach. Jeden sposób zamyka siły życiowe, drugi je otwiera. Jeśli zdecydujesz się pójść w stronę “e-ducare”, nie znajdziesz tego w formalnych programach szkolnych, które zostały zaprojektowane i ułożone pod nadzorem rządu, żeby zagwarantować, że kolejne pokolenia będą posłuszne dokładnie takim samym wzorcom myślenia, zachowywania się i uległości, jak pokolenia obecne i poprzednie. Albo, mówiąc  wprost – żeby mieć pewność, że ludzie nadal będą niewolnikami systemu, w którym kontrolujący mają za cel utrzymanie jak największej liczby nas w hipnozie, niezdolnych do korzystania z własnych umiejętności w jakichkolwiek innych celach, niż do tego, żeby powielać konający już status quo.  

Istnieją pewne wyjątki od tego standardu ogłupiania ludzi. Na przykład – antropozoficzna metoda nauczania Rudolpha Steinera dla dzieci na etapie szkoły podstawowej i średniej oraz metoda Marii Montessori zachęcająca małe dzieci do twórczych zachowań. Istnieją również inne szkoły eksperymentalne i możliwości nauczania domowego, ale one także muszą być zgodne z programem państwowym. 

Nigdy nie byłoby możliwe zaobserwowanie, jak przygnębione dzieci poddawane są manipulacjom, żeby siedziały cicho w wyznaczonych kredą polach ze strachu przed złamaniem „prawa”, gdyby nasz system edukacji jako całość nie startował właśnie z tej pozycji – fundamentalnego tłumienia siły życiowej . Tłumi ją, ponieważ ponosi żałosną porażkę na drodze kierowania się takimi wskazaniami, jakie wynikają z samej jego nazwy. 

Dzieci są jasnym światłem czystego ducha. W ich oczach kryje się zupełnie nowa przyszłość ludzkości. Prawdziwy nauczyciel dostrzega obecność strumienia żywej wyobraźni i pomaga mu pojawiać się; ożywia go w procesie rozwijania kanałów twórczej/artystycznej ekspresji. Jest to najwyższa zasługa. Tak, jak zajmowanie się nieskończenie cennym kamieniem szlachetnym. Ze względu na naturę tego, co wyłoni się z takiego kamienia, trzeba być na tyle pokornym, aby uświadomić sobie, że w końcu – podczas rozwijania tej relacji – to dorosły prawdopodobnie stanie się uczniem. 

Budujemy Nowe Społeczeństwo, które musi wyłonić się z gruzu tej katastrofalnej cywilizacji. Sposób, w jaki traktujemy dzieci, stanie się kluczowym czynnikiem ustalania standardów wszystkiego, co będzie potem. W każdym z nas, głęboko we wnętrzu, znajduje się  dziecko; jeśli ktoś ma wątpliwości, jak je traktować, to ma wątpliwości co do celu swojego życia. 

Julian Rose

(*) Julian Rose jest międzynarodowym aktywistą, pisarzem, pionierem rolnictwa ekologicznego i aktorem. W latach 1987 i 1998 prowadził kampanie, które uratowały niepasteryzowane mleko przed zakazem sprzedaży w Wielkiej Brytanii. Wraz z Jadwigą Łopatą prowadził w Polsce kampanię Nie dla GMO, która doprowadziła do ogólnokrajowego zakazu nasion i roślin GMO w 2006r. Obecnie prowadzi kampanię Stop 5G i WiFi. Jest autorem dwóch uznanych pozycji książkowych: „Zmieniając kurs na życie” i „W obronie życia”. Jego najnowsza książka „Overcoming the Robotic Mind” ukaże się w lipcu bieżącego roku. Julian jest współtwórcą o dyrektorek Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskie Wsi-ICPPC. Więcej: www.renesans21.pl

Lip 19, 2020 by