Era „fast info”

Jak zapowiadałem wcześniej – publikuję moją pracę, zatytułowaną „Era fast info”, wyróżnioną w konkursie „Rewolucja informacyjna? Wskaż drogę rozwoju prasy w erze przemian”, ogłoszonym przez serwis dziennikarstwa obywatelskiego ‚InfoTuba.pl’ i tygodnik „Wprost”:

Zastanawiając się nad definicją rewolucji informacyjnej próbowałem określić, czy dotyczy ona rewolucyjnych zmian w rozwoju technik informatycznych, czy w mentalności użytkowników internetu? Oczywiście najłatwiej stwierdzić, iż jedno wynika z drugiego – skąd już blisko do podsumowania wieszczącego kres prasy – ale to zbytnie uproszczenie.

Przy podejmowaniu próby zrozumienia na czym polega gwałtowność i kierunek przemian w mediach, moją uwagę zwrócił jeden zasadniczy motyw. Otóż w mojej subiektywnej ocenie decydujący wpływ na wydarzenia związane z tzw. rewolucją informacyjną ma wiek statystycznego internauty. Niewątpliwie systematyczny i szybki rozwój dostępu do internetu poprawia dane statystyczne przedziału wiekowego użytkowników, poszerzając go o osoby coraz starsze, jednak chyba nic nie zmieni faktu, że najlepiej w Sieci czują się ludzie młodzi i to oni decydują – i będą decydować – o trendach i zjawiskach zachodzących w internecie.

Zgodnie z nieubłaganymi prawami natury odchodzą na zawsze pokolenia wychowane na papierowych książkach i prasie a nadchodzące pokolenia, doskonale przystosowane do konsumpcji zastępczych fast info, mają już inne potrzeby i nawyki. Pochłanianie w pośpiechu krótkich informacji z newserów lub newsletterów, pomiędzy odebraniem sms-a a wejściem do serwisu społecznościowego, zastępuje dawne przeglądanie porannej prasy. Rzut oka na bryki dostarczane przez wyspecjalizowane portale zastępuje czytanie lektur obowiązkowych a wyszukiwarka Google skutecznie zastępuje Wielką Encyklopedię Powszechną.

I wygląda na to, że nie będzie odwrotu – pogodziliśmy się chyba z tym, iż kultura masowa zastąpiła w tradycyjnych mediach Kulturę; więc pogodzimy się również z tym, że fast info odbierze prym masowym nakładom zwykłych gazet.

Optymiści powiadają: nie upadajmy na duchu, telewizja nie zniszczyła radia ani kina, podobnie więc internet nie zniszczy prasy. Rzeczywiście, coś w tym jest; koncerny medialne wejdą do internetu i tam wezmą swoje pieniądze za reklamy, za płatne informacje a Przekrój, Polityka czy Wprost w papierowych wydaniach, będą być może rozdawane za darmo…
Można też przewidywać z dużym prawdopodobieństwem, iż pojawi się wiele nowych tytułów, wyspecjalizowanych tematycznie, którym digitalizacja nie będzie zagrażać, bo będą przydatne jako podręczne, kieszonkowe informatory, poradniki i przewodniki, znajdujące zastosowanie wszędzie tam, gdzie nie będzie można lub nie będzie się chciało włączać netbooka… Ale – powie zwolennik zwykłych gazet – nie będzie to już prasa w dzisiejszym rozumieniu tego słowa; rzeczywiście, nie będzie.

Niektórzy próbują prowadzić futurystyczne rozważania na temat elektronicznych kartek, które umożliwią niemal tradycyjne czytanie. Myślę, że nie będzie takiej potrzeby, bo czy ktoś będzie pamiętał, na czym polegało przewracanie kartek szeleszczącego, pachnącego farbą drukarską papieru? A na pytanie, czy prasa przejdzie do lamusa, podobnie jak popularne niegdyś aparaty fotograficzne zwane Polaroidami, odpowiedź narzuca się sama…

Po tak pesymistycznych rozważaniach należałoby się zastanowić, jak w epoce kultury obrazkowej i w realiach aktualnego kryzysu gospodarczego rozwijać zwykłe gazety i skutecznie zachęcać do ich czytania? Z podobnym kryzysem i to od dawna, borykają się wydawnictwa książkowe. Nie ma prawdopodobnie odpowiedzi na dręczące (także intelektualistów) pytanie: jak wznowić zainteresowanie słowem pisanym? Bo chociaż zanik tego zwyczaju ma dużo wspólnego z zanikiem instynktu samozachowawczego gatunku homo sapiens – nie ma na to siły!

Niewątpliwie wybitna łatwość, z jaką dosłownie każdy może w internecie publikować, prowadzi w umyśle internauty do przemieszania pojęć Twórcy i Czytelnika. Intelektualna miałkość treści dziesiątek tysięcy blogów rozmywa granice przepaści jaka do tej pory istniała między grafomanią a wartościową literaturą, bo młodzi ludzie gubiąc resztki wiedzy ogólnokształcącej zapominają o wzorcach. Nie umieją ocenić tego co piszą oraz tego co czytają. Nie rozumieją intelektualnego kodu jaki służy porozumieniu kulturalnych, wykształconych ludzi a nie przyswajając opinii krytyków, autorytetów i mistrzów – poruszają się często w gigabajtach internetowych informacji jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany.

I jeszcze jedno: piękno języka polskiego, jego gramatyka i ortografia bezczeszczone są przez młodych internautów w sposób niesłychany – czegoś podobnego nie znajdziemy chyba w historii polszczyzny. Na domiar złego wszechobecna moda na wulgaryzmy dopełnia obrazu klęski poniesionej przez Rozum i Intelekt, doprowadzając do rozpaczy niedobitki prawdziwych humanistów.

Mentalności konsumentów fast info nie będzie łatwo zmienić. Nawyk czytania (nie tylko prasy), wynikał do tej pory z chęci poszukiwania wiedzy o otaczającym nas świecie. Ale wówczas nie było internetu… Działania edukacyjne mogą dokonać pozytywnych zmian w umysłach młodych ludzi i wpłynąć na ich hierarchię wartości oraz umiejętności oceny ale nie na wybór źródeł wiedzy i sposobu czytania!

Na pocieszenie pozostaje nadzieja, iż wyraźna tendencja do rozwoju ambitnego dziennikarstwa obywatelskiego może mieć pozytywny wpływ na wzrost ambicji intelektualnych części młodych ludzi, motywując ich do aktywnego uczestnictwa w rozwoju mediów elektronicznych (a więc jednak prasy wirtualnej :). Internet chyba zwycięży…

Lip 17, 2009 by