Happening

Zaproszenia na najnowszą sztukę Teatru Eksperymentalnego nie zawierały tym razem żadnych szczegółów dotyczących jej wystawienia. Nie było wiadomo kto jest autorem scenariusza, kto reżyseruje ani jacy aktorzy grają. Miejsce wystawienia było inne niż zazwyczaj i również widzom nieznane, przynajmniej z działań teatralnych. Po okazaniu biletów i przejściu krótkim korytarzem do obszernego hallu okazało się, że widzowie mają do wyboru dwie sale, tak jak w większym kinie. Otwarte drzwi ukazywały rzędy krzeseł przed podwyższonymi scenami i trudno było zorientować się, którą salę należy wybrać. Obsługa teatru albo była nieobecna, albo gdzieś dyskretnie ukryta, co zmuszało nieco zdezorientowanych widzów do zastanowienia się co w tej sytuacji zrobić. Jedni stali na środku rozglądając się w lewo i w prawo, inni machając ze zniechęceniem ręką wchodzili do przypadkowo wybranej sali.

Gdy oświetlenie zaczęło powoli przygasać wyglądało na to, że sztuka rozpocznie się za chwilę. Przyjemne zazwyczaj oczekiwanie na pojawienie się aktorów zakłócał jednak pewien niepokój, spowodowany nietypowym zachowaniem większości widzów, nerwowo odwracających głowy do tyłu by rzucić okiem do przeciwległej sali; wszak aktorzy mogli pojawić się właśnie tam…

Tymczasem szmer rozmów zaczęła wypierać coraz głośniejsza muzyka a niepewność spotęgowało zamknięcie drzwi wejściowych. Pojawienie się paru aktorów na chwilę przyciągnęło uwagę widzów lecz wkrótce ci, którzy byli bliżej wyjścia – posłuchawszy chwilę – próbowali dyskretnie przejść do drugiej sali, aby zobaczyć co się tam dzieje. Po czym szybko wracali, nie mogąc uwierzyć własnym oczom… (dopiero teraz zrozumieli, na czym polega istota tego powiedzenia). Na obu scenach byli ci sami aktorzy! Mówili tym samym tekstem! Po chwili część bliskich obłędu widzów wracała na drugą salę, chcąc sprawdzić czy rzeczywiście dzieje się tam to samo. Musieli jednak przepychać się przez tłum, bo widzowie z pierwszych rzędów dowiedziawszy się od sąsiadów, że dzieje się coś dziwnego też chcieli to sprawdzić na własne oczy i uszy.

Dopiero gdy po dłuższej chwili wzmocniony przez głośniki tekst zaczął górować nad hałasem wynikającym z ogólnego zamieszania – do rozhisteryzowanej publiczności dotarło, iż mowa jest o nich! Wypowiadane słowa zaczęły układać się w logiczną całość i stało się jasne, że oni nie przyszli tutaj jako widzowie. Od początku spektaklu to oni byli aktorami a widownia składała się z braci Mroczków, braci Damięckich i paru innych bliźniaków, podzielonych na dwie identyczne grupy…

Maj 1, 2012 by