Konstatacja

W tzw. etapie przejściowym w dużej mierze pomogło mi wsparcie jakie okazywała mi młodzież. O dziwo, starszy pan, którym – nie da się ukryć – jestem, zyskał sympatię młodych osób które, jak myślałem, nie chcą i nie mogą być zainteresowane jego problemami… Fakt, że czuję się młody duchem (nawet bardzo!), i nie cierpię mówić sobie „per pan” z młodymi, przyczynił się zapewne do tego, że znalazłem wspólny język z wieloma z nich. Jak zapewne orientuje się spora część moich znajomych na FB (i nie tylko), niejako finałem tych, przemiłych najczęściej kontaktów, było zaproszenie mnie przez Kasię L., abym poprowadził Ją do ślubu, do Ołtarza – zamiast Taty, którego już nie miała… A wcześniej, podczas mojego okrągłego jubileuszu urodzinowego, gdy powiedziałem, że jak noworodek zaczynam życie od nowa – Karolina i Antoni ogłosili publicznie (w mojej audycji), że mnie… „adoptują”! Czy trzeba bardziej przekonujących opowieści? 🙂 Jest jeszcze jeden interesujący szczegół, który chciałem zauważyć i podkreślić: wbrew obiegowemu stwierdzeniu, iż prawdziwymi przyjaciółmi są tylko ci, których poznaliśmy w dzieciństwie lub w młodości – muszę stwierdzić, iż poznałem w ostatnich latach takie osoby, które cenię i które są mi bliskie, jakbym je znał już od lat… „Na stare lata” zrozumiałem w czym rzecz: właściwych, przyjaznych ludzi spotyka się po prostu przez całe życie…

Czy nie jest to fantastyczne?

Gru 13, 2016 by