Maja Baczyńska – Błękitne wiersze

1)
W swoich snach mam niebieskie palce, które łuskają równie niebieskie migdały. Nad moją głową fruwają ważki, ich pragnienia mienią się jak przepuszczone przez kryształ światło ciał niebieskich. Gdy otworzę oczy, starte na błękit pozostaną w moich dłoniach – leniwa błogość, bezwolność i zapomnienie.
*
2)
Niektóre sarny są błękitne. Te, które biegną zawsze na przełaj. I które wysoko zadzierają głowy, prężąc siwą kryzę. Umieją głęboko kochać swoje młode – dopóki te nie podrosną. Błękit w miniaturze budzi czułość, gdy nas przerasta – pokorę, ale i trwogę.
*
3)
W błękitnych miastach żyją błękitni ludzie; błękitem się otaczają, błękitem wyrażają i oddychają; wymawiają same błękitne słowa. Z piersi młodych matek płynie błękit, a ojcowie są ojcami błękitnymi. Wstają o pierwszym błękicie, aby nauczyć swoje dzieci ukształtowania najcieńszych dróg. A im mówią głośniej i dobitniej, tym więcej droga staje się pokrętna, a słowa coraz bardziej niebieskie – niekiedy przechodzą w granat.
*
4)
Moja kwiaciarnia była błękitna i mili ludzie kupowali w niej błękitne kwiaty, jednak przyszły dni, gdy zaczęli przychodzić coraz rzadziej, a potem przyszedł właściciel – czerwony na twarzy, krępy – zamknął drzwi na dwa zamki i otworzył ponownie dopiero, gdy wymalował duży, czarny napis: „sklep z alkoholami”.
*
5)
Pokroiłam błękit na małe kawałki, na środku każdego z nich ułożyłam orzech włoski. Dość długo nie rozumiałam, że błękit nigdy nie pachnie błękitem. Może mieć zapach twojej skóry, hebanowego drewna, jaśminu w naszym ogrodzie…najczęściej jednak herbaty z cynamonem i goździkami. W gruncie rzeczy z błękitem jak z aromatem pomarańczy. Jest do smaku i ulotny. Podzieliłam więc ten dziwny i wieloraki błękit między moich przyjaciół. Z intencją aromatu przyjaźni, cokolwiek to dla kogo znaczy. Okruszki postanowiłam pozostawić niebieskim ptakom. Od zawsze pozwalam im odlecieć, nie oddaję więcej, niż mogą unieść.
*
6)
Wszystko, o czym w tamtych dniach do mnie mówiłeś było tylko kolejnymi kształtami czułości, z uwagą słuchałam, jak po uszy jesteś zanurzony w błękicie; ta troska osadziła mnie głęboko w moim myśleniu o tobie; i chyba od tego nieustannego patrzenia, czy nie brak ci powietrza, czy nie toniesz – próbując niezdarnie dreptać po błękitnej powierzchni – zadurzyłam się, tak, widać można się zadurzyć w czyjejś wytrwałości; odtąd dziękuję w duchu, że stało się to, nim zbyt wielki błękit uczynił twą skórę siną, a spojrzenie zbyt mgliste.
*
7)
Wielokształtny błękit rozświetlił cały granat moich myśli, zupełnie jakby to był kryształ przepuszczający przez siebie cudzy upór i rozpryskujący go na wyznanie miłości; ujrzałam wówczas w jasności dzieci mijane na ulicy, mojego psa i kwitnące bzy, a także tych, którzy już odeszli. A zaczęło się od tego, że podarowałeś mi niebieski kamień na szczęście – dla wiary w jutro czasem nie trzeba więcej.
*
8)
Pragnę się ukorzenić w błękicie i wpatrywać w twoje błękitne oczy, nie odmierzać słów łyżką do barszczu i nie dosładzać ich miodem, nie kroić błękitu na plastry, nie pytać, czy inni wolą cieńsze czy grubsze, właściwie w tym stanie nie muszę przyjmować żadnych gości – w szczęściu pozostaję gościem.
*
9)
W niebieskim świecie szukam odcieni błękitu, doszukuję się go pomiędzy zdaniami, w twojej ciepłej dłoni, w zmarszczkach na dawniej gładkim czole. A gdy nasze codzienne niebo zostaje połknięte przez atramentową plamę czerni mocnej po brzegi, najpierw szukam w niej granatu, potem fioletu, wreszcie niebieskiego.
*
10)
W swoich snach mam niebieskie palce, które łuskają równie niebieskie migdały. Nad moją głową fruwają ważki, ich pragnienia mienią się jak przepuszczone przez kryształ światło ciał niebieskich. Gdy otworzę oczy, starte na błękit pozostaną w moich dłoniach – leniwa błogość, bezwolność i zapomnienie.
*
11)
Przenoszę każde nasze małe potknięcie w błękit na pograniczu bieli. Rozmywam kontury i wcieram w papierowe niebo. Jeszcze dziś doczekam pierwszych gwiazd. Jutro nauczę się nadawać kolorom intensywność. Pojutrze rozświetlę wspomnienia wczoraj – tego wczoraj, co jest dziś. Będę chodzić prosto – choćby krętymi drogami.
*
12)
„Błękitna czekolada”
Wieczorem głos ludzki rozpuścił się w cieple jak błękitna czekolada, za oknem hulał wiatr i nawet mróz skrzypiał na szybach jak nieustępliwy duch z norweskich pieśni, który koniecznie próbuje wejść do środka – doskonale wiedząc, że w mruczeniu wrażliwych ludzi o zmroku jest coś, czego nie uzyska się w szaleństwie wichrów i lodu – ukorzenienie w baśni o kochającym człowieku
————–
(2018 r.)
Mar 17, 2021 by