‚Niebywałe, uwodzicielskie piękno świata’

Tekst, zatytułowany Szczęście nie wchodzi w rachubę – czyli rozmowa Doroty Wodeckiej z Eustachym Rylskim, jednym z najlepszych polskich pisarzy – zapadł mi głęboko w pamięć. Myślę, że to zasługa m.in. wyrazistego sprzeciwu pisarza wobec problemu przemijania, o którym mówi on w sposób bardzo mi bliski.

Od jakiegoś czasu również mój umysł zaprząta poczucie głębokiej niesprawiedliwości i żalu do Natury czy Boga, iż pozwala na to aby młodość mijała tak szybko i w nieświadomości tego, iż marnujemy ją bezpowrotnie. Nabywanie na stare lata mądrości życiowej nie na wiele się przydaje – bo czyż ‚naukowe’ teoretyzowanie i umiejętność filozofowania może przynieść choć trochę satysfakcji podobnej do intensywności przeżywania otaczającego świata przez młodego, wrażliwego człowieka – przekonanego, iż dotyczy go wszystko oprócz ‚przemijania’?

Nie jestem aż takim pesymistą jak Eustachy Rylski, ani też jak on introwertykiem i na świat patrzę może odrobinę inaczej, ale mimo to pozostając pod wrażeniem przemyśleń pisarza – niektóre z nich muszę tu przytoczyć.

Eustachy Rylski we wspomnianej rozmowie na pytanie Warto żyć? odpowiada: „Dla pierwszej młodości, na pewno”. Co w niej jest? – „Zdolność do przerabiania wszystkiego na przyjemność. Nie tylko tego, co jest przyjemne z natury czy w powszechnym rozumieniu tego słowa, ale nawet ciężkiej pracy, która na przykład w moim wieku może być udręką. Jest w niej zmysłowość, te wszystkie nic niekosztujące rozkosze młodej, niezawodnej biologii, sensualizm połączony z nadziejami na wszystko. Jest w niej prawo do każdego wyobrażenia o sobie. Do oddawania sie marzeniom, których spełnienie nie jest nawet prawdopodobne. W wieku 30 lat, jeśli się nie jest idiotą, to do pewnych marzeń ma się już prawa.”

I dalej, o starości:
„Starość zaczyna się, jakiekolwiek byśmy dżinsy na siebie włożyli i jaką młodą żonę byśmy zaślubili, po sześćdziesiątce i nie niesie w sobie żadnych lub prawie żadnych wartości. Irytuje mnie gadanie, że młodość ma swoje zalety, a starość swoje. Tak mówią ci, którzy jej jeszcze nie zakosztowali, lub tacy którzy uważają, że każde doświadczenie, nawet ostatnie stadium raka, nas uszlachetnia. To nonsens biorący się z najlepszych intencji.”

A mądrość? – „Sama mądrość, która w starości się zdarza, jest bezsilna. Jeżeli nie uzbrajają jej zdrowie, energia, dyscyplina, kontakty i przede wszystkim talent, to nic nie znaczy. Ale jeśli się zdarzy, że w wyniku mądrości doznajemy iluminacji, nagle rozumiemy czym jest świat, jaka jest jego natura, to jest najwspanialsze uczucie, jakie nas moze spotkać. Ale komu, poza Błażejem Pascalem, zdarzyła się taka iluminacja?”

O najważniejszej w życiu pisarza książce, Dżumie :
„Pierwszy raz, wiele lat temu, spotkałem się z pisarzem, który uwiarygodnił moje podejrzenia, że mam prawo nie akceptować tego świata. Nie godzić się na wojny, przemoc, obłędne ideologie, bezduszne religie, chaos, na cierpienie, choroby, przemijanie, śmierć i cały absurd istnienia. Bez względu na to, kim lub czym jest Stwórca, mamy prawo powiedzieć, że nie podoba nam się życie, które nam zaprojektował. I podobnie jak Albert Camus przyznaję sobie prawo sądzenia tego Absolutu, nawet jeżeli za nim kryje się tylko milcząca kosmiczna pustka. Upoważniam się do wywrzaskiwania swoich pretensji nawet wobec nicości.”
Co ten wrzask zmienia? – „Niezgoda zmienia na tyle, na ile zmienia nas każdy bunt, czyli czyni nas dumniejszymi. To tylko tyle i aż tyle. W praktyce nic nie zmienia, ale mierzymy się z tym, który nas na taką opresję skazał. Mamy być wojownikami bez wiary i żołnierzami bez nadziei, ale mamy nimi być! To czyni nasz los i życie ponadludzkim. Szlag mnie trafia na te nasze wszystkie niby mądre, olimpijskie zgody; cóż, takie jest życie, co nam los niesie, to niesie, przemijanie jest nieuchronne, śmierci nie zawrócisz, taka jest wola Boga, nie wojujmy z opatrznością. Nie wojujmy? A to niby czemu?”

Nie lubi pan świata? – „Świat doszedł do ściany. Mam wrażenie jego opresyjnego przepełnienia rzeczami, informacją, gadżetami, ludźmi. Jest za dużo, za głośno, za agresywnie. Boję się, że zabraknie powietrza, wody, miejsca. Widzę w nim wiele gorszącego braku, ale jeszcze więcej nadmiaru, tego cholernego rozpasania nierównowagi. Przygnębia mnie bezkarność jednych i drakońskie kary nakładane na innych. Mam nieodparte wrażenie, że szlachetne zamiary, najlepsze intencje degenerują się w bezwład, anarchię, agresję bez celu, niemoralną równość, prawa dla wszystkich do wszystkiego.[…]”

Zapytany, czy dostrzega coś pozytywnego, pisarz odpowiada:
„Od zawsze dostrzegam niebywałe, uwodzicielskie piękno świata. Bezużyteczne, ale chroniące przed nihilizmem”.

_____________________
„Męska muzyka”, Gazeta Wyborcza, lipiec 2009

Lip 16, 2009 by