O teatrze Janusza Wiśniewskiego

[Tekst opublikowany niegdyś w portalu Radia Wnet]

Ostatnio więcej myślę o teatrze, a także więcej o nim czytam. Niestety dawno minęły czasy, gdy mogłem powiedzieć, że więcej do teatru chodzę… Bywałem na najwspanialszych spektaklach Spotkań Teatralnych lat 70-tych a także na warszawskich występach teatru Tadeusza Kantora (również na „Umarłej klasie” w krakowskich Krzysztoforach) – i pamiętam, że w latach 80-tych odkryłem dla siebie teatr Janusza Wiśniewskiego.

Na początku lat 80-tych powstały najważniejsze przedstawienia Wiśniewskiego przygotowane w poznańskim Teatrze Nowym, utrzymane w tonacji katastroficznej – „Panopticum a la Madame Tussaud” (1982) i „Koniec Europy” (1983). W tych autorskich spektaklach zwiastujących kres cywilizacji wykrystalizował się styl reżyserskiej inscenizacji, łączącej awangardę z poetyką teatru jarmarcznego, wypełnioną cytatami z różnych teatralnych, a także widowiskowych konwencji, jak kabaret, rewia czy cyrk. Opisując zbiorową wyobraźnię twórca czerpał także z kultury masowej. (…) W 1984 roku w warszawskimTeatrze Współczesnym Wiśniewski wystawił „Walkę karnawału z postem”, spektakl, który był rozwinięciem i kontynuacją dwóch poprzednich. Te trzy przedstawienia zaczęto nazywać tryptykiem poznańsko-warszawskim. Twórczość reżysera, który w 1984 roku otrzymał nagrodę im. Konrada Swinarskiego przyznawaną przez pismo „Teatr”, budziła jednak skrajne emocje. Zarzucano mu nihilizm i pusty katastrofizm, a także bezwartościowe żonglowanie formami. [Cytat z www.culture.pl]

Wszystkie te przedstawienia obejrzałem w Warszawie. Zadziwiała mnie wyobraźnia reżysera oraz gra aktorów ale najbardziej zastanawiało mnie coś co uznawałem za zuchwałość Janusza Wiśniewskiego, a co przez krytyków nazywane było wprost (tak przynajmniej pamiętam) naśladowaniem teatru Tadeusza Kantora – przy czym nie wahano się użyć słowa ‚plagiat’. Z czasem doszedłem jednak do wniosku, że czerpanie z doświadczeń Kantora nie przynosiło ujmy Wiśniewskiemu, bo jeśli nawet miano mu coś za złe, to tworzył teatr równie doskonały. Zaryzykuję tu stwierdzenie, że Witkacy pochwaliłby obu artystów za praktyczny wkład w jego teorię „czystej formy”…

„Panopticum a la Madame Tussaud” Janusza Wiśniewskiego z muzyką Jerzego Satanowskiego i choreografią Emila Wesołowskiego okrzyknięte zostało wydarzeniem. Było z pewnością jednym z najgłośniejszych spektakli nie tylko tamtego sezonu. Wiśniewski zrealizował wkrótce z tym samym zespołem „Koniec Europy”. Oba spektakle wzbudziły wielki entuzjazm, zapraszane były na najbardziej prestiżowe festiwale teatralne. Zdobyły m.in. Grand Prix festiwalu BITEF w Belgradzie i Grand Prix Teatru Narodów, wiele nagród, m.in. na Holland Festival. Wiśniewski otrzymał wtedy zaproszenia do reżyserii m.in. od Niemców i Amerykanów. Jego teatr wzbudzał wielki entuzjazm, pojawiały się także głosy krytyczne. Większość z nich sugerowała podobieństwa do teatru Tadeusza Kantora.

Męczy mnie ciągłe odpowiadanie na tego typu zarzuty – przyznaje Janusz Wiśniewski – Tadeusz Kantor nie tylko dla mnie jest jednym z najbardziej fascynujących artystów. I przygotowując własne spektakle wiedziałem, że nie mogę pominąć tego, co on sam wniósł do teatru światowego. Bez niego teatr ten byłby znacznie uboższy. „Koniec Europy” powstawał właśnie w okresie mojej wielkiej fascynacji Kantorem i może dlatego niektórzy dostrzegli w tym przestawieniu pewne echa jego twórczości. [Cytat za www.teatry.art.pl ]

„Pewne echa” to zbyt skromnie powiedziane 🙂 – zastanawia mnie więc, dlaczego cytowany portal Culture.pl nie wspomina ani słowem o zdecydowanym podobieństwie niektórych spektakli Janusza Wiśniewskiego do teatru Tadeusza Kantora…

Nie rozumiem też, dlaczego TVP nie przypomina młodym widzom archiwalnych przedstawień zarówno Mistrza, jak i jego naśladowcy…

Sie 24, 2013 by