REFLEKSJE POŚWIĄTECZNE

[Felieton Włodzimierza Szpaka]

Kolejne Święta Bożego Narodzenia za nami. Radość z przyjścia na świat Syna Boga Jedynego tym razem skutecznie stłumił maleńki twór, który być może nie jest nawet żywym organizmem. Ale też był to dobry czas na zastanowienie się w jakim miejscu jesteśmy, co można by jeszcze zrobić z tą resztką życia, która nam została, jaki jest nasz stosunek do tego, w co wierzymy i jak wierzymy.
Pytając przeciętnego chrześcijanina dlaczego wierzy w to, w co wierzy, wprowadzilibyśmy go zapewne w niemałe zakłopotanie. A w jeszcze większe – pytaniem, czy w kwestiach spornych należy brać stronę wiary czy wiedzy naukowej. No bo co ma myśleć ten biedny człowiek np. o Pierwszej Księdze Mojżeszowej, opisującej stworzenie świata (Genesis). Przecież opis ten nijak się ma do tego wszystkiego, czym „karmi” nas nauka od ponad półtora wieku (zaczynając od Karola Darwina i jego teorii ewolucji). Akt boskiej kreacji ma charakter jednorazowy i ostateczny. Otrzymujemy świat w pełni urządzony, nie podlegający zmianie. Dziwne to, bo z m i a n a jest podstawą, konstytutywną cechą w s z y s t k i e g o, co jest (kiedyś o tym pisałem).
Stworzenie świata zajęło Bogu sześć dni, „siódmego dnia odpoczął od wszelkiego dzieła, które uczynił”. Dla potrzeb mego wywodu przypomnę dzień czwarty:

„I nastał wieczór, i nastał poranek – dzień czwarty. Potem rzekł Bóg: Niech zaroją się wody mrowiem istot żywych, a ptactwo niech lata nad ziemią pod sklepieniem niebios! I stworzył Bóg wielkie potwory i wszelkie żywe, ruchliwe istoty, którymi zaroiły się wody, według ich rodzajów, nadto wszelkie ptactwo skrzydlate według rodzajów jego; i widział Bóg, że to było dobre”.

No właśnie, czy aby na pewno było to dobre?… Przypomniałem sobie wypowiedź Samuela S. Bowsera, biologa komórkowego, w filmie Wernera Herzoga „Spotkania na krańcach świata” (Bowser prowadził badania fauny morskiej pod czapą lodową Antarktydy):

„Istoty, które tu żyją, są jak z książek science-fiction. Sklasyfikujmy je według tego, jak mogłyby cię pożreć. Są na przykład takie wydłużone kluchy… straszniejsze niż w książkach. Mają długie kosmyki, które cię oplatają. Kiedy próbujesz się wyrwać, zaplątujesz się jeszcze bardziej. Potem, gdy już jesteś sfrustrowany i wyczerpany stworzenie zaczyna się poruszać, rozkładać cię na części. To jeden przykład. Są też inne robaki, z potwornymi szczękami, które mogą rozedrzeć twoje ciało. To naprawdę straszliwy świat, pełen przemocy i agresji. Nam – całkowicie nieznany, bo mamy kombinezony z neoprenu, no i jesteśmy więksi niż te stworzenia. Ale gdybyśmy mieli się skurczyć, zminiaturyzować do ich rozmiaru, byłoby okropnie!”.

Okropnie bywa nie tylko w wodach antarktycznych, na lądzie jest nie lepiej. Obejrzałem kiedyś z bliska nogi i dziób sokoła wędrownego, którymi ten najszybszy ptak świata rozszarpuje swoją zdobycz. Lwy, krokodyle i tak kochane przez dzieci „misie” są nie mniej okrutne. Grizzly zabija, miażdżąc potężnymi kłami w pierwszej kolejności głowę pochwyconego zwierzęcia. A człowiek?… Oprócz zwierząt zabija innych ludzi, czasem siebie… Bywa, że sprawia mu to przyjemność.

I co?… Można powiedzieć, jak Jahwe, że to jest dobre?… Coś musiało się stać, jakaś katastrofa na skalę kosmiczną (grzech pierwszych ludzi to za mało)… Coś poszło nie tak w trakcie stwarzania świata…
Kabała objaśnia to poprzez ideę „rozbicia naczyń”.

Włodzimierz Szpak

gru 30, 2020 by