Rozmyślań ciąg dalszy…

Właśnie uprzytomniłem sobie, jakim problemem może być dla osób twórczych i wrażliwych bycie „ksobnym”… Przy omawianiu tematu traumy z dzieciństwa, będącej reakcją na „werdykt” w rodzaju „ty nie masz głosu!” (temat omawiany często w Grupie Euforystów na FB) – warto poruszyć sprawę podatności umysłu na głębokość utkwienia w nim takich destrukcyjnych haseł. Ci, którzy potrafią to „olać”, mówiąc kolokwialnie, mogą łatwiej i bez konsekwencji z tego wyjść. Osoby w dużym stopniu ksobne będą miały to „z tyłu głowy” na pół życia lub na całe, ale to jest tylko część problemu. W dorosłym życiu takiej osoby każda pochwała czy miłe słowa niesamowicie uwznioślają i dodają skrzydeł, natomiast reakcja na krytykę bywa nieproporcjonalnie silna i dołująca. Oczekiwanie na pozytywne przyjęcie, na pozytywną ocenę jest czasem niepotrzebnie wysokie. W takim przypadku trzeba się nauczyć żyć „normalnie”, pamiętając, że najważniejsza jest ocena własna tego co robimy – i jeśli staramy się obiektywnie oceniać, to nic nie powinno nas wyprowadzać z równowagi – żadne słowa krytyki czy negatywna ocena. I tu wchodzi się w temat umiejętności i potrzeby pokochania siebie… 🙂

* * *

Przy okazji dodam tu jeszcze jeden mój tekst, napisany wcześniej – do opublikowania w innym blogu – a który koresponduje z tym co wyżej…

„Na temat głosu można spojrzeć z zupełnie innej perspektywy, niż to się na pozór wydaje. Bowiem wszystko zaczyna się od zaistniałej w mózgu myśli. Od  sygnału elektrycznego, przechodzącego przez nasze neurony.  Myśli nabierają  kształtów, które można wyrazić na jeden lub więcej  sposobów. Kiedy przekładamy te myśli na słowa za pomocą mowy, przyjmują one formę  ustną.  Jeśli je zapiszemy, mają one  formę  pisemną.  Jeśli zamieniamy ogólną ideę myśli w symbol, przybierze ona  symboliczną  formę.  Przekształcając się w artystyczny obraz, myśl przybiera  formę  tego obrazu. Ale wracając do formy ustnej – myśl wyrażona za pomocą głosu i skierowana do kogoś bezpośrednio, jest przekazem energetycznym, docierającym do umysłu adresata mniej lub bardziej silnie, w zależności od włożonych w to emocji, lub od stopnia wrażliwości emocjonalnej odbiorcy. Chyba każdy zdaje sobie sprawę z tego jak piorunujący skutek może wywołać silnie pozytywne lub silnie negatywne zabarwienie owego emocjonalnego przekazu. Ale mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że energia w to włożona nie znika… Najczęściej ktoś, kto w zdenerwowaniu „rzuci słowem” krzywdzącym czy obelżywym, w krótkim czasie zapomina o incydencie. Inaczej jest z osobą pod adresem której owe słowa zostały wypowiedziane. Owa przesłana bezwiednie energia nie znika – lokuje się gdzieś w aurze i „robi złą robotę”. Destrukcyjne działanie takiego „myślokształtu” potrafi uwierać niczym drzazga przez długie lata. Można o nim teoretycznie zapomnieć, ale tkwiąc w podświadomości wpływa na nasze postępowanie, na samoocenę, na odbiór świata.

Dlatego przywoływana coraz częściej   potrzeba wybaczania jest w takich przypadkach niesamowicie pożytecznym działaniem. Najpierw warto wyraziście uświadomić sobie kiedy i kto na nas tak destrukcyjnie wpłynął – a potem mu wybaczyć, w pełni i szczerze. Przy czym   powinno się wybaczyć także sobie – ów brak asertywności i bierne poddanie się długotrwałemu stresowi. No i warto wszystko zacząć od nowa, tak jak byśmy nigdy nie usłyszeli tej oceny, tej krzywdzącej nas opinii…”

Maj 31, 2021 by