Szaro-bure stworzonko

Padał deszcz i wiał silny wiatr. Przez uchylone okno przywiało i pacnęło na parapet coś maleńkiego, szaro-burego, wyglądającego na żywe, egzotyczne i dziwne stworzonko. Nie było podobne do niczegokolwiek ale wydawało się bardzo sympatyczne. Zaintrygowało wszystkich domowników nie tylko swoim wyglądem ale też zachowaniem. Inteligentnie wodziło oczkami za każdym kto coś mówił, zupełnie jakby rozumiało o czym…

Wszyscy zaczęli się martwić, że nie wiedzą co owo stworzonko może jeść. Ale ono z dnia na dzień było coraz większe, mniej szaro-bure i… wyglądało na coraz bardziej zadowolone. Wręcz nabierało koloru różowego! A gdy po tygodniu było już wielkości dużej, różowej myszki – stała się rzecz dziwna.

Po małej, domowej awanturze stworzonko zszarzało, zmalało i posmutniało. Nie wszyscy to zauważyli a następnego dnia panowała ciężka i ponura atmosfera, do czego przyczyniała się równie brzydka i smutna pogoda.  I kiedy stworzonko stało się znów tak małe i szaro-bure jak w dniu kiedy zostało znalezione na parapecie – wyglądało na to, że trzeba coś z tym zrobić.

Na szczęście znów zaświeciło słońce i wszyscy zaczęli się do siebie uśmiechać a szaro-bure stworzonko zaczęło rosnąć, różowieć i błyskać inteligentymi oczkami…

Lip 13, 2009 by