Technologia się zmienia, prawo nie

Tytuł ten jest w m.in. nawiązaniem do poprzedniego wpisu 'Copyrighting', a także do czerwcowej imprezy TMT.Communities’09, która upłynęła pod znakiem dyskusji nad sensem zmian legislacyjnych w obliczu ewoluujących wymagań odbiorców treści chronionych prawem autorskim. Relację z tej imprezy (http://interaktywnie.com) przeczytałem z dużym opóźnieniem, lecz oczywiście nie straciła ona nic na aktualności. I z przyjemnością powołam się w dalszych rozważaniach na nadzwyczaj trafne stwierdzenia, które tam padły.

"Technologia jest bardzo, bardzo przed nami, a prawo jest bardzo, bardzo za nami. [...] Dzisiejszy system jest archaiczny i najwyższy czas już na jego gruntowną reformę" - te słowa potwierdzają mój punkt widzenia na przestarzałe prawo autorskie. Co ciekawe, uczestniczący w TMT.Communities’09 przedstawiciel Partii Piratów ujął w jednym ważnym zdaniu całą istotę problemu: "Nie chcemy łamać praw autorskich. Chcemy po prostu umożliwić ludziom dzielenie się tym, czym chcą". Nie utożsamiam się z Partią Piratów lecz cóż poradzę na to, że akurat o tym myślę podobnie? Dawno już zwróciłem uwagę na to, że dopóki nie było internetu, nikt nie miał za złe użytkownikom radia czy telewizji, iż nagrywają sobie na taśmę magnetofonową utwory muzyczne i kopiują te nagrania dla rodziny, przyjaciół i znajomych. Nie było mowy o tym, że wykonawca czy autor zbiednieje, bo ktoś nie kupił jego płyty. A przecież gdyby to funkcjonowało na większą skalę, to miałoby wpływ na dochody 'artystów'. Ale prawo nie wtrącało się. No ale teraz właśnie, gdy technologia ułatwia zwiększenie skali tego 'procederu', bo internauci - jak się okazuje - mogą mieć setki a nawet tysiące znajomych i przyjaciół na całym świecie, zaczęło to 'uwierać' chronionych copyrightem twórców.

Ostatnio dowiedziałem się z audycji radiowej, iż red. Jan Weber który prowadził kiedyś znakomite audycje muzyczne, znalazł się w nietypowej sytuacji chcąc przedstawić nagrania Vladimira Horowitza z wybranego okresu jego życia: aby audycję zrealizować, musiał posłużyć się amatorskimi nagraniami, dokonanymi podczas historycznego koncertu nielegalnie, czyli... pirackimi (!) Wprawdzie dzięki 'piratom' zasoby kultury światowej wzbogacają się o archiwalne nagrania lecz wątpliwa to dla owych 'niepoprawnych' melomanów przyjemność, gdy mają świadomość działania wbrew prawu.

Nawiasem mówiąc, skoro Bill Gates posługuje się lokalnymi służbami policyjnymi, aby ścigać na całym świecie użytkowników pirackich kopii oprogramowania (a podatnicy za to płacą :), to czemu np. Madonna nie mogłaby pokusić się o to samo? :)

Zacytuję coś jeszcze z interaktywnie.com:
Zaprezentowany został także ciekawy przykład, który miał zilustrować bezsensowność aktualnie obowiązujących przepisów. Ściąganie plików przez internet porównano do wypożyczania książek z biblioteki. W obydwu przypadkach autor utworu już na nim nie zarabia – zarówno w bibliotece jak i w sieci p2p produkt jest dostępny bez żadnych opłat. Różnica rysuje się tylko na płaszczyźnie legalności. W pierwszym przypadku konflikt z prawem nie istnieje, natomiast w drugim, już jak najbardziej. Pojawił się w związku z tym apel do tzw. antypiratów: "Zwalczacie piratów, zwalczajcie również biblioteki".
Wrz 16, 2009 by