U brzegów bluesa

Jak wspomniałem w swoim niedawnym blogowym wpisie Czytając Tyrmanda: „U brzegów jazzu” – ów zbiór specjalistycznych esejów porusza tematykę korzeni jazzu i bluesa. Jest to niezmiernie interesująca, pobudzająca do myślenia lektura. Moją uwagę zwrócił szczególnie rozdział dotyczący bluesa (mojego ukochanego bluesa – chciałoby się powiedzieć 🙂 ). Aby uzyskać bardziej szczegółowe informacje o niektórych wybitnych a zapomnianych artystach, na których powołuje się Tyrmand, wykorzystuję oczywiście internet. Udało mi się nawet znaleźć niektóre z archiwalnych nagrań. Co najlepsze: są one w większości „uwolnione” do tzw. domeny publicznej – a więc można je legalnie umieszczać na stronach www. Jest to dla mnie bardzo dobra wiadomość, bo wreszcie będę mógł ilustrować swoje komentarze konkretnymi przykładami muzycznymi.

W rozdziale poświęconym bluesowi („Wielka sztuka podwórka i ulicy”) Tyrmand szeroko i barwnie omawia miejski folklor: paryski i warszawski, by przejść do folkloru afro-amerykańskiego, z którego wywodzi się blues. Z bardzo obszernego tekstu spróbowałem wybrać bardziej istotne moim zdaniem cytaty, układając je w krótszą formę, wzbogaconą muzyką i linkami do dodatkowych informacji. Mam nadzieję, iż takie subiektywne „opracowanie” , które pozwoliłem sobie nazwać U brzegów bluesa będzie dla jego miłośników zachętą do sięgnięcia po znakomitą książkę Leopolda Tyrmanda U brzegów jazzu

Multimedialną całość umieściłem na osobnej podstronie – na razie niestety nieczynnej… ponieważ przy przenoszeniu strony na nowy serwer, materiał ten utraciłem. Spróbuję to odtworzyć. Tymczasem zapraszam do przeczytania wyodrębnionych z książki fragmentów dotyczących bluesa:

***

„Ulice i podwórka pełne były wspaniałej, nie fałszowanej sztuki. Sęk w tym, iż owa sztuka nie nosiła miana sztuki. (…) W pierwszej części naszego stulecia sztuka ta odniosła walne choć wcale nie frontalne zwycięstwo: przeniknęła do wszystkich niemal dziedzin artystycznego tworzenia. (…) Szczytowym osiągnięciem folkloru miejskiego w skali ogólnoświatowej jest konkretna forma muzyczna – the blues * – produkt negro-amerykańskiego folkloru – tej najbardziej dynamicznej cywilizacji muzycznej naszej epoki. (…) Wykonywanie bluesa dopuszcza, a nawet zakłada użycie środków ekspresji zarzuconych od dawna przez artystyczną muzykę białych ludzi, muzykę rozwiniętą według obowiązujących kanonów europejskiej estetyki. Środki te to: dowolnie rozłożone przerwy głosowe, zmiany tempa, glissanda, swobodne przejścia od śpiewu do mowy i odwrotnie, a zwłaszcza owe blue notes, od których pochodzi nazwa całego gatunku.
* Kolor niebieski jest dla Murzyna kolorem żałoby i smutku, stąd nostalgiczne dźwięki biorą swą gwarową nazwę

(…) Blues ma dar silnego konkretyzowania nastroju; zarówno rozpacz, melancholia, jak i radość wynikają w nim z określonego realizmu przeżyć, w przeciwieństwie do spiritualsów, których emocjonalizm budowany był na przesłance metafizycznej. Wiąże się to ściśle z nową poetyką folklorową, ujawnioną w kulturze afro-amerykańskiej po raz pierwszy w bluesie.

Poetyka ta stanowi prawdziwą rewelację artystyczną – wydaje się, że historia literatury mało zna zjawisk adekwatnych, w których z taką potęgą i świeżością objawiłby się geniusz poetycki rasy czy narodu poprzez twórczość anonimową, najczęściej nie spisywaną, przekazywaną w tradycji ustnej. Bogactwo, odrębność, autentyzm i oryginalność poetyki bluesowej, jej żywotność i filozoficzna przydatność, jej korzenne związki z płynącym tuż obok życiem stwarzają niepowtarzalną atmosferę artystyczną, której nikt oderwany od folklorowej, afro-amerykańskiej rdzenności nie jest w stanie podrobić czy naśladować. (…) W poezji bluesowej rządzi niepodzielnie tematyka moralna, jej dominującym motywem jest odwieczny problem niesprawiedliwości. Gniotące duszę Murzyna poczucie wszechobecnej niesprawiedliwości, naturalne jako relikt niewolniczej przeszłości – w bluesie urasta do systemu filozoficznego, wyjaśniającego świat i życie. (…) „Blues jest zarazem stanem duszy i formą muzyczną” – jak pisze pięknie Madeleine Gautier – „feelin’blue oznacza dziwne odczucie czegoś najsłodszego i najbardziej gwałtownego, równie pełnego rozpaczy jak żarliwości”.

(…) Blues wywiera nader osobliwy wpływ – niezależnie od chropowatej rytmiczności i sztywności swojej formy czy pozornie prostej i łatwej treści – zarówno na śpiewającym, jak i na słuchaczu. Prostota i sztywna jednostajność użyczają każdemu wykonaniu elementarnej i naturalnej wielkości. Ciągle powtarzany schemat formalny, nie mający nic wspólnego z monotonią, łączy ściśle wykonawcę ze słuchaczem w wspólnie doznawanym magicznym uroku, z którego budzą się dopiero wtedy, gdy muzyka się kończy.

(…) Czasokres pojawiania się bluesa można ustalić dość dokładnie: są to sześćdziesiąte i siedemdziesiąte lata ubiegłego wieku, a więc lata emancypacji Murzynów. Rzecz jasna – blues nie jest zjawiskiem samorodnym ani jednorodnym, nie został stworzony przez określonego artystę czy nawet określoną grupę twórców. Stanowi owoc licznych przekształceń i ewolucji, jego związki z całym asortymentem amerykańskich pieśni ludowych w ogóle a afroamerykańskich plantation songs, work songs, gospel songs i spirituals w szczególności – są oczywiste.

(…) Teoretycy jazzu i znawcy murzyńsko-amerykańskiego folkloru dzielą historię bluesa na trzy zasadnicze okresy:
1. archaiczny lub preklasyczny
2. klasyczny lub miejski
3. współczesny
Okresy te nie stanowią zamkniętych w czasie odcinków rozwojowych i częstokroć można usłyszeć współcześnie znakomitych pieśniarzy bluesowych, śpiewających w archaicznym lub klasycznym stylu, jak również w okresie klasycznym występowali liczni mniej utalentowani wykonawcy, którym nie obce były manieryzmy okresu współczesnego. (…) Z otchłani bezimienności okresu preklasycznego zachowało się mnóstwo tematów kultywowanych w okresach następnych; wielcy artyści okresu klasycznego i współczesnego haftowali na nich ornamentykę muzyczną swych najwartościowszych dokonań. Natomiast niewielu spośród znakomitych pieśniarzy tego okresu uchroniło swe nazwisko przed zapomnieniem, zaś ci, którym to się udało, zawdzięczają to przeważnie pierwszym teoretykom jazzu i miłośnikom folkloru, którzy w latach dwudziestych przeszukiwali gorączkowo na Południu przytułki dla starców, szpitale dla nieuleczalnych alkoholików lub wprost slumsowe nory dzielnic nędzy w pogoni za wielkościami ery preklasycznej. (…)

Były wypadki, że starzy interpretatorzy archaicznego bluesa przeżyli i przetrwali aż do owego odrodzenia prawdziwie jazzowych zainteresowań i dopiero po ostatniej wojnie światowej nagrali płyty uderzające ciągle żywym, autentycznym i niezniszczalnym pięknem. (…) „Mamie” Yancey, uważana obecnie za jedną z najlepszych przedstawicielek stylu archaicznego, nagrała swe pierwsze płyty (Make me a Pallet on your Floor i How Long Blues), uchodzące dziś za prawdziwie białe kruki stylowej wierności, dopiero w 1943 roku:

Na szczęście uniknął tego losu najbardziej charakterystyczny reprezentant archaicznego bluesa – „Blind Lemon” Jefferson- bodaj jedyna uchwytna historycznie postać z plejady owych legendarnych minstreli-włóczęgów, których tylko przydomki uchowały się w kronikach jazzu:

(…) Do znakomitych odtwórców stylu archaicznego, zanotowanych przy pomocy płyt, należą Charley Jordan, Lucille Bogan, Robert Johnson:

(…) Okres klasyczny zaczyna się wraz z włączeniem głosu ludzkiego na równych, nie uprzywilejowanych prawach do jazzowego zespołu. (…) Klasyczna koncentracja indywidualności artystycznych odznacza się łatwo zauważalną cechą: o ile okres archaiczny wypełnili mężczyźni, o tyle w okresie klasycznym blues staje się domeną śpiewu kobiecego. Można bez przesady stwierdzić, że klasykę w zakresie interpretatorskim stworzyły dwie kobiety: Gertruda „Ma” Rainey i Bessie Smith. (…) Po tych dwóch najwybitniejszych – jak dotąd – odtwórczyniach pozostało bogate archiwum płytowe. (…) „Ma”, w przeciwieństwie do Bessie Smith była za swego życia niemal zupełnie nie znana poza społecznością murzyńską, nic prawie nie wiedziano o niej w Europie ani wśród białej społeczności Stanów. Dowodzi to rozmiaru przepaści, jaka dzieli murzyńskie getto od reszty Ameryki, skoro wziąć pod uwagę, jakim fenomenem artystycznym była jej postać i jej kunszt:

(…) Godną spadkobierczynią sławy i sztuki Gertrudy Rainey była Bessie Smith. (…) W najlepszym okresie swej twórczości Bessie nagrywa – przeważnie dla firmy ‚Columbia’ – około 100 płyt, po które ustawiają się długie kolejki murzyńskich entuzjastów przed sklepami muzycznymi. Jej nagranie Careless Love, z udziałem Louis Armstronga, Charlie Greena (puzon) i Fletcher Hendersona (fortepian) jest słusznie uważane za skończone arcydzieło w zapisanym na płytach dorobku jazzu i bluesa. (…) Abstrahując od bluesa obydwie były w stanie użyć trywialnego tworzywa muzyki popularnej, przemienić je i uwznioślić dzięki swemu kunsztowi aż do rangi wielkiej sztuki:

(…) Okres współczesny trwa po dzień dzisiejszy. Charakteryzuje go wspomniana powyżej rozszczepialność stylu i waloru bluesa, przy czym pomieszanie pojęć jest tym większe i orientacja wśród nich bywa tym trudniejsza, im mniejszy jest dystans od obserwowanego zjawiska. Każda teraźniejszość artystyczna nacechowana jest nieuchronnym eklektyzmem – dopiero czas eliminuje i wygładza naleciałości chwili, dopiero z potoku czasu wynurza się stylowa jednolitość. Biali przedsiębiorcy widowiskowi szybko wychwycili z klasyki bluesa to, co najłatwiej sprzedażne na szerokich rynkach – a więc jego naturalizm, prowadzący aż do ekscytacji, jego bezkompromisowość, która przy odpowiednim przesunięciu strzałki ciśnieniomierza bez trudu prowadziła do efektów pornograficznych. Wielu znakomitych pieśniarzy bluesowych uległo w późnych latach dwudziestych i trzydziestych tej lukratywnej koniunkturze i zaczęło śpiewać dla elitarnej białej publiczności, w eksluzywnych klubach nocnych – rzecz jasna: produkcje te równie dalekie były od ambicji jak od folklorowego autentyku; ich rezultatem jest, że w muzykanckim żargonie amerykańskim słowo blues oznacza tekst pełen plugawości.

(…) Są też kontynuatorzy dobrych tradycji, jak: Roosvelt Sykes, Lonnie Johnson czy Josh White, odnawiający ciągle rodzaj, świadczący o żywotności rodzaju”:

LINKI:

„Mama” Yancey (Estelle Harris)
http://www.oldies.com/artist-biography/Mama-Yancey.html

„Blind Lemon” Jefferson (Lemon Henry Jefferson)
http://en.wikipedia.org/wiki/Blind_Lemon_Jefferson

Matchbox Blues:

Charley Jordan
http://en.wikipedia.org/wiki/Charley_Jordan

Lucille Bogan (Bessie Jackson)
http://en.wikipedia.org/wiki/Lucille_Bogan

Robert Johnson
http://www.winamp.com/artist/robert-johnson

Kindhearted Woman Blues:

Gertruda „Ma” Rainey
http://en.wikipedia.org/wiki/Gertrude_Rainey

Bessie Smith
http://www.redhotjazz.com/bessie.html

Roosevelt „The Honeydripper” Sykes
http://en.wikipedia.org/wiki/Roosevelt_Sykes

Lonnie Johnson
http://en.wikipedia.org/wiki/Lonnie_Johnson

Josh White
http://en.wikipedia.org/wiki/Josh_White

***

Cytaty pochodzą z książki Lepopolda Tyrmanda „U brzegów jazzu”, wydanej w 1957 r. przez Polskie Wydawnictwo Muzyczne. Aktualne wydanie: Wydawnictwo MG, 2008.

Wrz 28, 2009 by