U N D E R G R O U N D

[Nowy tekst Włodzimierza Szpaka]

Żyłem do niedawna w przeświadczeniu, że moja wiedza o ludziach – jako człowieka niemłodego, który przeżył niemało i widział niemało, nie jest być może pełna, ale dosyć rozległa. Wpadła mi ostatnio w ręce książka wybitnego japońskiego pisarza Haruki Murakamiego „Underground” o głośnym zamachu z użyciem sarinu dokonanym przez sektę Omu w tokijskim metrze 20 marca 1995 roku. Murakami przeprowadził serię rozmów z ocalałymi ofiarami zamachu i kilkoma członkami sekty niezaangażowanymi bezpośrednio w zamach. To, co niektórzy z nich powiedzieli o sobie (ludzie przecież w pełni normalni) nie raz mnie zdumiało, zadziwiło, a nawet zszokowało, wzbogacając i pogłębiając znacząco moją wiedzę o naturze człowieka, człowieczeństwie, ludzkości… Przytoczę dla przykładu fragment opowieści Miyuki Kandy, członkini Omu ur. w 1973 roku.

Od małego zdarzały mi się mistyczne przeżycia. Na przykład moje sny wcale nie różniły się od rzeczywistości… Były długie i wyraziste, a po przebudzeniu pamiętałam każdy szczegół. W snach odwiedzałam rozmaite światy i miałam doznania projekcji astralnych. Przytrafiały mi się raz po raz, prawie codziennie. Podczas projekcji astralnych ciało nieruchomieje, oddech ustaje i można fruwać. Najczęściej zdarzało mi się to w chwilach wielkiego zmęczenia. Te doznania różniły się od tego, co zwykle nazywa się snami. Wszystko było bardzo rzeczywiste. Sprawa byłaby prostsza, gdyby dało się wytoczyć wyraźną granicę, mówiąc: „No dobrze, to tylko sen i on nie jest tym samym , co rzeczywistość”. Ale w moich snach pojawiały się rzeczy bardzo podobne do tych z rzeczywistości, więc się gubiłam. „Czy to się dzieje naprawdę? Czy jednak nie?” Stopniowo nauczyłam się rozróżniać te dwie sfery, a może raczej moje sny stały się rzeczywistsze niż sama rzeczywistość. Dręczyło mnie to. „Skoro tak, to co jest rzeczywiste… I gdzie jest moja prawdziwa świadomość?” Te przeżycia wywarły na mnie wielki wpływ. Mówiłam o nich rodzicom, ale nie rozumieli, co próbuję powiedzieć. Byłam trochę introwertyczką, lecz miałam koleżanki i chodziłam do szkoły tak jak wszyscy… Właściwie nie chciałam mieć chłopaka. Kiedy dziewczyny z mojego otoczenia znajdowały sobie chłopaków, nigdy im nie zazdrościłam. Nie rozumiałam, po co im to. Kiedy miałam szesnaście lat, brat pożyczył mi parę książek o Omu, bardzo je zachwalając… Podczas lektury myślałam: „Właśnie tego szukałam”… Te książki wyjaśniały, że drogą do prawdziwego szczęścia jest wyzwolenie. Człowiek wyzwolony osiąga wieczne szczęście… A jeśli pyta pan, co dla mnie znaczy wyzwolenie lub oświecenie, to muszę powiedzieć, że najpierw jest cierpienie, a wyzwolenie następuje po prostu wraz z końcem cierpienia. Uwalnia nas od wszelkich cierpień tego nietrwałego świata. W tamtych książkach opisano pewną ascetyczną praktykę, która może pomóc w osiągnięciu wyzwolenia, więc sama próbowałam ją stosować, jeszcze zanim wstąpiłam do Omu… Po zapisaniu się do grupy dalej praktykowałam ascezę i wkrótce tak zwane dhatri siddhi. Poprzedza ono lewitowanie i polega na tym, że ciało wznosi się w powietrze i opada. Zdarzyło mi się to nagle w domu, podczas wykonywania ćwiczeń oddechowych. Potem już przeważnie umiałam to robić na zawołanie… Rodziców trochę zatkało, kiedy to widzieli. Podobno dość szybko osiągnęłam ten etap. Chyba od dziecka byłam na wysokim poziomie duchowym… Aby szybciej osiągnąć wyzwolenie, lepiej jest wyrzec się świata i cały czas poświęcać praktyce… Czułam więc od dawna, że powinnam zostać pustelnicą… Po złożeniu ślubów wysłano mnie na praktykę do Seiryu Shoja w prefekturze Yamanashi… Odtąd byłam jeszcze bardziej uduchowiona i miewałam więcej niezwykłych doznań. Znacznie lepiej też nad nimi panowałam. Pamiętałam swoje wcześniejsze żywoty i widziałam, w jakich światach ludzie z mojego otoczenia odrodzą się w przeszłym życiu… Prawdę mówiąc, w poprzednim życiu byłam mężczyzną…

No nieźle!… Zastanawiam się, co powiedzieliby na to ci wszyscy specjaliści od psychologii i filozofii człowieka. „… moje sny stały się rzeczywistsze niż sama rzeczywistość. Skoro tak, to co jest rzeczywiste… I gdzie jest moja prawdziwa świadomość?” pyta Miyuki Kanda. A może sny są równie rzeczywiste jak życie na jawie?… Taki rozszerzony realizm, magiczny – rzec można. Miyuki unosi się w powietrzu, robi to od pewnego momentu na zawołanie… Może ktoś mi wytłumaczy, jak to jest możliwe?… Fizycy, chemicy, biolodzy i psycholodzy nie mają tu nic do powiedzenia, nauka w obecnej wersji „wysiada” w zderzeniu z tego rodzaju zjawiskami. A jest ich niemało. Znany artysta kina, człowiek cechujący się wielką przytomnością i przenikliwością umysłu, opowiadał mi, że w chwili śmierci żony jego podmiejski dom zaczął się gwałtownie trząść. Z zewnątrz od strony ulicy dochodziło silne dudnienie. Nikt z sąsiadów nie zauważył w tym czasie żadnego ciężkiego sprzętu, który mógłby poruszyć dom w posadach.

Myślę, że wielu ludzi zetknęło się z czymś, co wykracza poza tzw. racjonalne, logiczne,
n a u k o w e wytłumaczenie. Odpowiedzią jest zwykle śmiech lub szyderstwo tych, którzy traktują naukę jak „złotego cielca”, ostateczną boską instancję. Nie rozumieją, głupcy, że nauka bada tylko to, co może zbadać, czyli zaledwie niewielki wycinek rzeczywistości.

Włodzimierz Szpak

lipiec 29, 2021 by