„Wielkiej procy” c.d.

Fizyczne przejście do innego wymiaru – cokolwiek to oznacza – było celem bohatera pierwszej części mojego opowiadania „Wielka proca”… Chciałbym Czytelnikowi pozostawionemu w pewnym niedosycie przekazać parę informacji, jakie udało mi się uzyskać, i proszę nie pytać w jaki sposób znalazłem do nich dostęp… 

Omawianie nadzwyczajnych i nieprawdopodobnych sytuacji,  zaskakujących tam Ziemianina  co krok, nie jest moim celem, natomiast pewien fragment tamtejszej rzeczywistości aż się prosi o zrelacjonowanie, albowiem – mimo wszystko – kompatybilność obu wymiarów potrafi zaskoczyć bardziej niżbym się nawet ja, autor tego opowiadania, mógł spodziewać… 

Muszę więc zadziwić Czytelnika – właśnie niezmiernie zaskakującym podobieństwem szablonów, rytuałów i zwyczajów tamtejszego społeczeństwa do  tego, co widzimy na co dzień u nas… przy czym jedna, zasadnicza różnica powoduje tak nieprawdopodobne i nieprzewidywalne w skutkach ciągi wydarzeń, że warto ją omówić i spowodować u Ciebie, Drogi Czytelniku, coś na kształt filozoficznej zadumy… (przy czym prowokowanie kogokolwiek do prób przejścia do innego wymiaru nie jest moim zamysłem). 

Otóż jedna z pierwszych rzeczy, rzucających się w oczy po owym przejściu do innego wymiaru, jest brak pieniędzy… Nie chodzi tu jednak o zastąpienie pieniędzy kartami kredytowymi. Wprawdzie karty kredytowe i owszem, są… ale pojęcie wymyślone niegdyś przez Fenicjan po prostu tam nie istnieje. Co ciekawe, nikt nie wie jaką siłę płatniczą ma jego karta kredytowa! A o tym, czy może  sobie w danym momencie kupić np. samochód, dowiaduje się w momencie próby dokonania zakupu. Tak, to jest duża niedogodność, na którą mieszkańcy „tamtego wymiaru” nieco narzekają, ale – jak twierdzą – obowiązujący  system jest i tak najlepszym z możliwych. 

Już wyjaśniam, skąd się bierze i na czym polega siła płatnicza każdego obywatela (każdego, bo zarówno  dzieci jak i staruszkowie mają swoje karty kredytowe, na miarę swoich potrzeb). Najłatwiej można to zrozumieć, porównując nasz ziemski sposób zarabiania na tzw. życie wieczne –  z ich zbieraniem punktów w banku. Już na pierwszy rzut oka widać podstawową zaletę tamtejszego systemu: u nas – o uzbieranych na koncie punktach dowiadujemy się po śmierci, tam – weryfikacja jest na bieżąco. U nas grzesznik kończy sprawę na obietnicy poprawy i szczerym żalu – tam poprawa następuje szybko i skutecznie, a efekt daje się odczuć już przy najbliższych zakupach… 

Jeśli nie wyjaśniłem dość wyraźnie o co chodzi to dodam, że najbogatszymi są tam ludzie o najczystszych intencjach, czyniący dobro na lewo i prawo. Ludzie źli wprawdzie też są, ale jest ich niezmiernie mało – bo któż by chciał żyć w biedzie?! 

Nikt, ale to naprawdę nikt, nie zna zasad rządzących systemem przydziału punktów bankowych. Najstarsi ludzie nie pamiętają skąd się ów system wziął, kto nim kieruje, i dlaczego jest  tak sprawny i sprawiedliwy. Każdy wie, że opłaci mu się być dobrym, i chociaż ma wolną wolę i złym człowiekiem może być w każdej chwili – jakoś dziwnie woli być dobrym…

Myśląc o systemie panującym w innym wymiarze zastanawiam się, jak niewiele należałoby zrobić, by i u nas zapanował podobny spokój, ład i porządek. Bez więzień, bez policjantów, bez polityków…   Jak rozwijałaby się twórczość artystyczna, bo tam artyści mają się bardzo dobrze; kompozytorzy, pisarze, malarze, rzeźbiarze, aktorzy, piosenkarze – wszyscy oni oprócz tego, że wykonują swoją pracę, mają dodatkowe punkty za sprawianie przyjemności innym ludziom… 

Maj 1, 2012 by