Wirtualna wojna

[Znalezione ostatnio w moim archiwum z 2010 r. opowiadanie, którego wówczas nie zdecydowałem się opublikować, a które teraz chyba warto…]

Rozprzestrzeniająca się w zawrotnym tempie globalna sieć internetu musiała w końcu spowodować wyraźne zmiany w mentalności ludzi. Okazało się, że pewne idee – mogące niegdyś uchodzić za lokalne pomysły – w dobie szerokopasmowego, satelitarnego dostępu do internetu mogą stać się inspiracją dla milionów ludzi, którzy z ogromną łatwością potrafili je wdrażać ku pożytkowi całej ludzkości, mniej lub bardziej tego świadomej.

Pierwszym spektakularnym osiągnięciem tej nowej, zwirtualizowanej do granic możliwości rzeczywistości, było przeniesienie widowisk sportowych na wirtualne areny, co przyniosło nie tylko ogromne oszczędności na polu organizacji wszelkich meczów, mistrzostw i olimpiad ale też pozwoliło wreszcie uporać się z problemem odwiecznych walk kibiców.

Dyscypliny sportu przynoszące dotychczas sportowcom kontuzje czy zagrażające ich bezpieczeństwu lub nawet życiu – zamieniono na zespołowe gry prowadzone online. Obiektywne i sprawiedliwe systemy elektronicznej oceny wyników nie budziły kontrowersji i doprowadzały w finałach milionowe zastępy widzów do emocji niemal równych tym, które towarzyszyły niegdysiejszym wyprawom na stadionowe mecze.

I oto na kolejnym światowym Szczycie G40 prezydent jednego z tych super-bogatych ale niewielkich krajów, których obywatele żyją w ciągłej obawie przed utratą niepodległości – wpadł na pomysł wykorzystania wypróbowanych metod globalnej, wirtualnej rywalizacji sportowej do ucywilizowania wojen, zarówno tych staroświeckich, gdzieniegdzie jeszcze na świecie spotykanych, jak i tych wymyślonych później, czyli wojen ekonomicznych. Z wielkim zainteresowaniem wysłuchano propozycji, aby podpisać uroczyste zobowiązanie, w myśl którego żaden kraj na świecie nie będzie miał prawa wypowiedzieć nikomu innej wojny jak… wojna wirtualna.

Zespoły najlepszych, wyspecjalizowanych informatyków ruszając w bezkrwawy bój w internetowej grze o najwyższą stawkę z wrogimi zastępami agresorów osiągałyby dokładnie to samo co kiedyś, a co wymagało ofiary z setek tysięcy a nawet milionów istnień ludzkich.

Prezydent jednego z największych krajów na świecie poszedł w dyskusji dalej: a może finałową walkę o wirtualnie wojenne ale prawdziwe zwycięstwo powinni stoczyć przywódcy zwaśnionych państw?

Cze 23, 2021 by